Reportaż Lecha Jeszki z Palestyny (1939 rok)

Podziel się!
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

„Od owego „posiedzenia” w poczekalni lekarza zdarłem sześćdziesiąt kartek z kalendarza. Tymczasem z Ziemi Świętej zaczęły dochodzić coraz bardziej niepokojące wieści. O aktach terroru, o krwawych napadach na Żydów, o wymordowaniu i spaleniu kolonij żydowskich. (..)

Świat idzie naprzód! (..) Wszak nie upłynęło 48 godzin jak z tarasu „Europejskiej” w Warszawie słuchałem jazzu, teraz zaś słucham śpiewu muezzina. To żadna nadzwyczajność, po prostu błyskawiczna przejażdżka srebrnym ptakiem naszego „Lotu”! (..)

Jerozolima. Ciemna noc, niebo pokryte płomykami gwiazd. Siedzę na dachu-tarasie Domu Polskiego, prowadzonego przez przezacne SS-elżbietanki. (..)

Rano układam program dnia. Chcę zwiedzić wszystkie miejsca związane z życiem Chrystusa, a także meczet Omara, słynną żydowską Ścianę Płaczu oraz kilka ośrodków katolickich w starej Jerozolimie. Szukam przewodnika – bez skutku. (..)

Żaden przewodnik Arab czy wyznania mahometańskiego czy katolik nie odważy się poprowadzić przedstawiciela białej rasy w miejsce najbardziej uczęszczane zarówno przez pielgrzymów jaki turystów. Bo – pod Ścianą Płaczu czyha śmierć od skrytobójczej kuli arabskiego terrorysty rozumującego, że kto do tego miejsca zdąża – musi być Żydem. Meczet Omara i jego okolica jest nie mniej niebezpieczna, strzelają bowiem Arabowie do „białych”, strzelają Anglicy, bo w podziemiach meczetu ukrywają się terroryści.

Wszak tu skrył się wielki mufti, poszukiwany przez Anglików, zanim zdołał się przekraść za granicę. Niebezpieczne są także wąskie uliczki starej Jerozolimy, niekiedy tak wąskie, że objuczony wielbłąd zaledwie się przez nie przeciśnie. Niesamowicie czuje się w tym labiryncie turysta napotykając się co chwila na przykucnięte przed domami grupy Arabów, błyszczącymi, ostrymi nożami krojących opony samochodowe, z których wyrabiają pantofle. Błyszczą w promieniach słońca stalowe ostrza, błyszczy biel zębów tajemniczo uśmiechniętych Arabów. Czy nóż zagłębi się w gumie opony czy też…. Tylko spokojnie! Nerwy na wodzy i kroczyć dalej!

Tylko nie przypominać sobie, że właśnie wczoraj taka grupka zasztyletowała przechodzącego ulicą Araba, bo padł okrzyk „szpieg angielski”. Nie pamiętać, że w ostatnich tygodniach żaden Żyd nie przeszedł tędy, bo groziła mu niechybna śmierć. Ale oto Brama Damasceńska, punkt wypadowy do nowej Jerozolimy. Żołnierze i policja angielska rewidują każdego Araba.

Szukają broni. Jeżeli znajdą – śmierć pod ścianą. Pluton egzekucyjny nie skarży się na ….brak zajęcia. W pobliżu Bramy Damasceńskiej wznosi się potężna siedziba Wielkiego Komisarza Palestyny. Przed głównym wejściem zbiegowisko. Przeważają kobiety arabskie. Twarze skupione, tu i ówdzie słychać szloch.

To żony i rodziny zabitych lub rozstrzelanych terrorystów arabskich przybyły odebrać zwłoki mężów. (…) W mieście ogłoszono stan wyjątkowy. Od wieczora do rana obowiązuje zakaz opuszczania domów. Ulice pustoszeją, widać jedynie patrole angielskie, samochody pancerne i ciężarowe z karabinami maszynowymi patrolujące po mieście.

Dziś jest już nieco spokojniej, ale przecież dopiero niedawno wojsko angielskie musiało przypuścić regularny szturm do otoczonej starymi murami dzielnicy arabskiej, by zlikwidować główny ośrodek ruchu terrorystycznego. Znacznie groźniej przedstawia się sytuacja na prowincji. Gdzie nie ma lokalnych rozgrywek między Arabami i Żydami, tam toczą się regularne bitwy Anglików z oddziałami partyzantów arabskich, dobrze uzbrojonych i walczących desperacko.

Żydzi odpowiadają na ataki rzucaniem bomb, Arabowie mordują całe kolonie żydowskie, w miastach jak Haifa, Jaffa, Nablus detonacje eksplodujących bomb mieszają się z terkotem karabinów maszynowych. Anglicy prowadzą bezwzględną pacyfikację, posuniętą do równania z ziemią całych osiedli, jeśli większości mieszkańców udowodniono udział w akcji powstańczej. (..)

Po kilkunastodniowej wędrówce przez objętą krwawą pożoga Palestynę, gdzie w każdym arabskim skupisku, na każdym odcinku szosy czy nawet zza najmniejszego gaiku oliwnego czyha na białego śmierć – żydowski Tel Aviv wydaje się zbawczą oazą, gdzie nareszcie można dać wypoczynek stale naprężonym nerwom i spokojnie odetchnąć pełną piersią! Problem palestyński z małego zagadnienia kolonialnego, interesującego wyłącznie Imperium Brytyjskie rozrósł się do rozmiarów sprawy zasadniczej,
żywo obchodzącej cały świat. (…)

Wprawdzie Arabowie nie otrzymali niepodległości, ale za to Żydom ułatwiono tworzenie „National Jewish Home”. Kolonizacja żydowska w Palestynie zaczęła się szybko rozwijać. Finanse przybyszów kusiły Arabów, więc pozbywali się ziem, ich zdaniem nieurodzajnych. Tymczasem Żydzi zabrali się do uprawy tych „nieużytków”, racjonalnego nawadniania, powstawały plantacje i osiedla, żydowskie płody rolnicze zaczęły jakością znacznie przewyższać produkty arabskie.

Nacjonaliści arabscy poznali niebezpieczeństwo ekspansji żydowskiej,w wyniku której Arab-tubylec stał się czymś drugorzędnym. Szesnaście lat – od kwietnia 1920 do kwietnia 1936 trwała w Palestynie sielanka arabsko-żydowsko-angielska, nagle przerwana wybuchem krwawych rozruchów arabskich skierowanych przeciw Żydom i władzy mandatowej. (..)

Sytuacja jest bardzo zawiła. Anglia, szukając drogi wyjścia, ogłosiła przed rokiem plan podziału Palestyny na strefę arabską, strefę  żydowską i pas mandatowy angielski. Był to strzał w płot, bo nacjonalizm panarabski wzmógł się jeszcze bardziej i trzeba było obecnie przystąpić do krwawej i zbrojnej pacyfikacji kraju.

Arabom udało się na razie jedno: powstrzymać niemal całkowicie emigrację żydowską. Ale to kwestii nie rozwiąże, podobnie jak nie załatwi tego żaden podział kraju. Arabowie domagają się niepodległości, Żydzi własnego państwa narodowego, Anglicy zaś pragną tymczasem spokoju w kraju mandatowym i głowią się teraz, jak do tego doprowadzić bez dalszych zamieszek. (..)

Tęcza Ilustrowane pismo miesięczne
Styczeń 1939

Zdjęcie dzisiejszego jerozolimskiego placu Cahalu (wówczas placu Allenby’ego) z czasów Brytyjskiego Mandatu Palestyny:

 


Podziel się!
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *