Joanna Marat: Grzechy Joanny

Autorka książki "Grzechy Joanny" opowiada o kulisach powstania powieści i swoich izraelskich inspiracjach - wywiad z Joanną Marat

 

Jak doszło do napisania tej książki? Co było tym impulsem?

Joanna Marat: Starałam się napisać współczesną powieść obyczajową, z retrospekcjami. Chodziło mi o ukazanie historii rodziny (nuklearnej z różnych powodów, ale jednak), w której wojenna trauma trwa przez kilka pokoleń, rzutuje na losy ludzi urodzonych nawet na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, kształtuje ich świadomość, determinuje wybory życiowe. W powieści jest rozbudowany wątek romansu głównej bohaterki z mężczyzną poznanym na czacie. Bohaterka – moja imienniczka – znajduje się w stanie życiowej zapaści. Znajomość z mieszkającym w Nowym Jorku mężczyzną pomaga jej wyjść z depresji, i zaakceptować własną matkę cierpiącą na poważną psychozę, wywołaną przeżyciami z czasów wojny i okresu powojennego.

Ważną „bohaterką” mojej powieści jest Warszawa, a ściślej mówiąc ta część miasta, gdzie było getto. Joanna mieszka na osiedlu Za Żelazną Bramą, które powstało na ruinach getta. Na przełomie lat 60-tych i 70-tych zbudowano w centrum miasta monstrualne blokowisko -dziewiętnaście gigantycznych ”szaf do mieszkania”. Francuzi z upodobaniem piszą o „poezji betonu” promując architekturę centrum Hawru, która przypomina warszawski MDM czy Nową Hutę. W stosunku do osiedla Za Żelazną Bramą trudno poetyzować. Kilkunastopiętrowe bloki podzielone są na małe betonowe klatki, z których najmniejsze liczą 27 metrów kwadratowych i składają się z mikroskopijnej, ślepej kuchni oraz pokoju. W takim właśnie mieszkaniu przyszło żyć mojej bohaterce.

Joanna postrzega Warszawę nie tylko przez pryzmat swoich przeżyć – dzieciństwa spędzonego w PRL-u ze wszystkimi jego atrybutami – ukrytą lub jawną przemocą, szarzyzną, bylejakością, niedostatkiem. Dla niej, a jeszcze bardziej dla jej matki, ważne są stare zaniedbane kamienice, pamiętające czasy wojny. Należą one do innego porządku architektonicznego – są reliktami tradycyjnej miejskiej zabudowy. Tam właśnie – w oficynach, na strychach i w piwnicach rozegrała się tragedia Zagłady i powojenne dramaty, o których trudno zapomnieć nawet po wielu latach. Atmosfera miasta, widzianego oczami moich bohaterek, jest duszna i przygnębiająca, gdyż Warszawa zapisała się w ich świadomości jako miejsce kaźni. Jest to miasto ze złego snu, który chciałoby się wyrzucić z pamięci, ale jest to praktycznie niemożliwe.
Socrealistyczna zabudowa Hawru została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. O Warszawie nawet jej mieszkańcy mówią, że jest najbrzydszą europejską stolicą. Z pewnością nie jest to do końca prawdą, ponieważ Warszawa po upadku komunizmu zmienia się. Takie blokowiska jak to Za Żelazną Bramą są już tylko reliktami przeszłości, choć urbaniści i architekci podkreślają, że ze względu na to, iż zbudowano je z lanego betonu, trwać będą w przestrzeni miejskiej znacznie dłużej niż byśmy chcieli.

Co było tym impulsem? Gdzie szukała pani inspiracji?

Ważną inspiracją do napisania tej książki był dla mnie pobyt w Izraelu w 2010 roku. Czasem po prostu lepiej można zrozumieć swoje problemy, czy nawet traumy, patrząc na nie z perspektywy. Mieszkałam w Tel Awiwie i poznawałam to miasto tak różne od Warszawy.

W lecie w centrum Tel Awiwu jest upalnie i duszno. Dla przybysza z Europy Wschodniej najtrudniejsza do zniesienia jest wysoka wilgotność powietrza. Jednak nad morzem, na ciągnących się kilometrami plażach, nie czuje się upału. Można się zrelaksować i praktycznie spędzać tam cały dzień, a nawet noc, ponieważ właśnie nocą centrum i okolice bulwaru Rotschilda, tętnią życiem. Kawiarnie, restauracje, ulice pełne są ludzi, którzy po długim dniu pracy mogą odpocząć i wieść życie towarzyskie. Również turyści mają szansę podziwiać architekturę modernistyczną, z lat 20-tych i 30 -tych, przyjrzeć się rozmaitym detalom, które w upalny dzień umknęły uwadze. Izrael jest europejskim krajem na Bliskim Wschodzie. Uwagę przybysza z Europy zwracają młode dziewczyny i chłopcy w mundurach, często z długą bronią.

Najwięcej ich wylega na ulicę w niedzielę, która dla Europejczyków jest tradycyjnym dniem wypoczynku. Dla Izraelczyków właśnie skończył się szabat i wracają do pracy, a młodzież w mundurach do swoich jednostek. Trudno nie zwrócić uwagi na to, że praktycznie wszystkie domy mają schrony, a mieszkańcy wiedzą, ile minut, lub nawet sekund, mają na zejście do tych schronów w razie alarmu. W Polsce nie buduje się schronów, chociaż w latach 50 i 60, podczas zimnowojennej psychozy wiele takich obiektów powstało, również na Muranowie, na ruinach getta. Dziś są bezużyteczne i niszczeją.

To co najbardziej mnie zaskoczyło w Izraelu to, że pomimo widocznej obecności armii, kontroli bezpieczeństwa w miejscach publicznych, włącznie z osiedlowymi sklepami, miałam tam znacznie większe poczucie pewności i bezpieczeństwa niż w Polsce, gdzie od wielu dziesięcioleci nie było wojny, a zamachy terrorystyczne są rzeczywistością znaną na szczęście tylko z telewizyjnych doniesień ze świata.

Co było przełomowym punktem tej wyprawy?

Masada... Do dziś nie mogę zapomnieć tej ciszy i malowniczych ruin twierdzy. Jest to wyjątkowe miejsce – położone najniżej na ziemi, jakby u źródła, o którym mówi się, że jest martwym morzem; wszystko dookoła jest głęboko osadzone w historii. Przecież w pobliżu jest Jerycho i miejsca najstarszego osadnictwa. Dla mnie właśnie pobyt na Masadzie stanowił ten właściwy moment skupienia. Pozwoliło mi to w ciągu kilku następnych miesięcy napisać powieść, której właściwym tematem jest poholocaustowa trauma. Warszawska „Masada” z 1943 roku jest zabetonowana i trudno ją zidentyfikować, pojąć i zrozumieć. Zawsze trzeba sięgać do źródła...

fot. autorki


 

Fragment książki Joanny Marat można przeczytać tutaj.

 

Share/Save/Bookmark

Przedyskutuj to na forum. (35 posts)
Yom Shabbat, 27 Iyyar 5772

Naszą witrynę przegląda teraz 208 gości i 9 użytkowników 

 

RSS

 

Jerozolima ירושלים

Przelicznik walut

Kwota:
Z:
Na: