Jom Kipur. Przedwojenny reportaż z Wielkiej Synagogi przy Tłomackiem

Podziel się!
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Już jutro (22 września) wraz ze zmierzchem rozpocznie się jedno z najważniejszych świąt judaizmu – Jom Kipur. W Polsce znane jest także pod nazwą Sądny Dzień. Jom Kipur zaczyna się wraz z dziesiątym dniem miesiąca Tiszri. W Izraelu zamiera wtedy ruch uliczny, autostrady są puste, nie działają sklepy, banki czy telewizja, a w synagogach pojawiają się nawet ateiści. W kraju zapada nietypowa cisza…

wall prayer

Ostatni posiłek w dzień poprzedzający Jom Kipur musi zakończyć się przed zachodem słońca. Od tego momentu (mniej więcej na godzinę przed zachodem) rozpoczyna się całkowity post Jom Kipur, który trwa do pojawienia się na niebie pierwszych gwiazd następnej nocy. Pierwsza modlitwa zaczyna się jeszcze przed zachodem słońca. Jest to Kol Nidre (wszystkie przysięgi) – modlitwa w języku aramejskim.

Przypominamy przedwojenny reportaż (1933 rok) polskiej dziennikarki o uroczystościach w warszawskiej Wielkiej Synagodze przy Tłomackiem.



W niektórych dzielnicach  miasta widać wszędzie pozamykane sklepiki, opustoszała większość straganów za Żelazną Bramą.
— Co to jest? Dlaczego?
— Święta żydowskie. Sądny dzień — słyszę wyjaśnienie.

A potem zapytano mnie, czy chcę pójść do synagogi, usłyszeć nabożeństwo i sławną pieśń Kol-Nidrej.

Korzystam skwapliwie z zaproszenia, jako, że nigdy nie było mi dotąd dane oglądać żadnej synagogi i to w dodatku podczas nabożeństwa w Sądny Dzień. Przytem przeczuwam w tem wszystkiem lekki posmak egzotyzmu.

— Ach to takie nabożeństwo z trąbieniem w rogi?
— Nie, nie będzie trąbienia w róg. Zwyczaj ten obserwowany jest tylko w małych domach modlitwy, w żydowskich dzielnicach.

Karta wstępu na nabożeństwo w synagodze na Tłomackiem została zdobyta z wielkim trudem, albowiem wszystkie zaproszenia zostały już rozchwytane na kilka dni przed świętem Jom – Kipur. Jest to mała różowa karteczka, zapraszająca na Kol – Nidrej. Z boku znajduje się napis hebrajski oraz pieczątka gminy żydowskiej.


Model Wielkiej Synagogi w Muzeum Diaspory (Beit Hatfucot) w Tel Awiwie

 

Nabożeństwo ma się odbyć w piątek i rozpoczyna się o 5.30.

Przed synagogą tłoczno. Policjanci regulują ruch i kierują tłoczących się ku właściwym wejściom. Przy furteczce wiodącej na mały placyk przed synagogą pierwsza kontrola biletów. Jakiś żyd, starowina, strasznie narzeka. Kontrolerzy zakwestionowali jego kartę wstępu.

A przecież dziś będzie śpiewać Kol – Nidrej sławny kantor — Kusewicki [archiwalne nagranie poniżej].  

Stary labidzi głośno i próbuje pertraktować. Przy wejściu do  synagogi druga kontrola. Jakiś elegancki jegomość w cylindrze i garniturze żakietowym, odbiera moją różową karteczkę. Wchodzę dalej. Jest to rodzaj przedsionka. Tu mieści się również szatnia. Przez szklane drzwi widać wnętrze synagogi. Wchodzą tam mężczyźni. A kobiety? Dla kobiet jest wejście po schodach, na galerję. Wędruję przeto. Na ścianach napisy; Panom wejście wzbronione. Nareszcie jestem na górze. Galerja dla kobiet ciągnie się wzdłuż trzech ścian. Na ustawionych ławkach ze stallami siedzi już mnóstwo kobiet. Młodych i starych.

W środkowej części galerji znajdują się miejsca oznaczone tabliczkami z  nazwiskami. Są to miejsca dziedziczone przez kobiety żydowskie z matki na córkę. Kobiety i dziewczęta trzymają przeważnie przed sobą otwarte książki, z których czytają półgłosem. Zaglądam przez ramię mojej sąsiadki. Książka ma karty z  jednej strony zadrukowane modlitwą hebrajską, z drugiej strony czytam ku mojemu zdziwieniu modlitwę napisaną po polsku.

Młode dziewczęta i kobiety prawie wszystkiej mają wzrok utkwiony w strony pokryte drukiem łacińskim. Tylko niektóre starsze kobiety wodzą oczyma po trudnej hebrajszczyźnie i od czasu do czasu wymawiają głośniej jakieś słowa.

tlomackie interior
Wnętrze Wielkiej Synagogi w Warszawie. W 1943 roku wysadziły ją wojska niemieckie po stłumieniu Powstania w Getcie

 

Na dole mężczyźni sadowią się w ławkach. W pierwszych rzędach przeważnie wszyscy są w garniturach żakietowych i cylindrach. W dalszych rzędach cylindry zastępują meloniki, albo miękkie kapelusze. Przeważają garnitury marynarkowe. Wszyscy narzucone mają na ramiona rytualne płachty białe z pasiastym szlakiem. Nierzadko płachta  zredukowana jest do rozmiarów dość szerokiego szala, zarzuconego na szyję.

Rozpoczyna się. nabożeństwo. Śpiewa chór młodych chłopców, wysokiemi, cienkiemi głosami i śpiewa kantor Kusewicki.

W pewnym momencie następuje kazanie. Wygłasza je w języku polskim prof. Szorr [Mojżesz Schorr]. Mężczyźni wychodzą ze swoich ławek i zbliżają się do mówcy. Kobiety na galerji, do których dobiegają tylko urywki kazania, zaczynają cicho szeptać, między sobą. Jakaś mała dziewczynka, pensjonarka, usiłuje ukradkiem czytać przyniesioną z sobą książkę. Po chwili lektura zostaje zlikwidowana przez oburzoną matkę.

Wreszcie kończy się kazanie. Na nowo rozpoczynają się śpiewy. Między jedną pieśnią a drugą słychać głośny, szybki, monotonny szept modlitw. Niektórzy zaczynają się gorliwie, miarowo kołysać nad rozłożonemi  modlitewnikami.

Po chwili znów rozbrzmiewa śpiew. Kantor Kusewicki śpiewa pięknym, silnym i dziwnie miękkim głosem, takim głosem, o którym mówi się, że jest aksamitny, śpiewa smutną, o  niezrozumiałych dla mnie słowach, rzewną, o ładnej i jakoś niesamowitej jednostajnej melodji pieśń Kol – Nidrej.

m.k.

 tlomackie


Podziel się!
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *